• facebook
  • instagram

NA CHWILĘ PRZED

Czy ja kiedyś wspominałam, że jestem zmęczona, lekko pijana, z opuchniętymi nogami ? To były dobre lepszego początki !

Ostatnie dwa tygodnie można porównać do rozpędzającego się rollercoastera. Zwiedziłam więcej niż przez ostatnie trzy miesiące. Wydałam też więcej niż przez ten pobyt tu razem wzięty.

Począwszy od China town, National muzeum, Sky Garden, British muzeum, przejażdżkach zabytkowym piętrusem, drinkach w kasynie, skończywszy na Covent Garden, licznych lunchach i kawach na mieście, i zimowym Winter Wonderlandzie.

Nie miałam czasu na pakowanie. Kartę pokładową wydrukowałam między zwiedzaniem Sharda, a wyprawą do Hyde Parku. Do teraz nie wierze, że jestem na chwilę przed wylotem.

Nic mi się tak bardzo nie marzy jak zaśnięcie w wygodnym łóżku ale teraz jest najlepszy czas na wyciągnięcie wniosków. Czas na podsumowanie mojego pobytu w Londynie.

Przyjechałam tutaj totalnie rozstrojona. Nie wiedziałam po co żyje, jak mam to robić i dokąd iść. Nie miałam pomysłu na siebie, nie wiedziałam jak długo tutaj zostanę. Uciekłam.

  1. Bariera językowa

Jeśli ktoś przyjeżdża do Londynu uczyć się angielskiego to współczuję. Nie poznałam prawie wcale native speakerów. Za to włoski można opanować do perfekcji.

Z angielskim się osłuchałam ale mówiłam „Kali jeść Kali pić”. Języka można uczyć się równie dobrze w Polsce czytając książki, oglądając filmy, przeglądając zagraniczne magazyny.

2. Odwaga

Nie miałam internetu w telefonie. Pieniędzy na koncie żeby dzwonić. Z mapą w ręku sama musiałam się dostać na różne rozmowy kwalifikacyjne, wizyty w banku czy urzędzie. Pytałam ludzi, starałam się rozszyfrować dziwne tablice autobusowe, prosiłam o pomoc.

Skoro w tym mieście mieszka 8 milionów ludzi to ważne jest to co dotyczy mnie,  a nie kogoś kogo nieznam. Przestało mnie obchodzić to co myślą o mnie inni. Logiczne ale musiałam to zrozumieć.

3. Działanie pod presją czasu

Tego uczy praca w restauracji. Nie powiesz klientowi, że nie ma sztućców bo wszystkie są brudne i teraz nie zje wymarzonego fileta. Albo złożonych serwetek, bo nie miałeś czasu. W restauracji wszystko musi być na teraz. Nie na „za 5 minut, za chwilę”.

Widzisz miliony szklanek do umycia, butelek do napełnienia, stertę widelców do polerowania. Pech chciał, że brakuje soku pomarańczowego. Zdecydowanie nauczyłam się działać pod presją czasu. Nie stresować się czymś na co nie mam wpływu. Ustalać priorytety.

4. Każdy jest równy / Pokora

Czy ktoś jest sklepikarzem, sprzątaczką, bezdomnym czy profesorem na uniwersytecie to w dużej mierze jego wybór. Szczególnie w milionowym mieście, gdzie na prawdę wszystko jest możliwe.

Przestałam mierzyć ludzi kategoriami. Sama pracowałam ciężko choć nie uważam się za osobę głupią i mało ambitną. Każdy jest wartościowy, każdy ma swoje idde, każdego należy wysłuchać jeśli ma coś do powiedzenia.

Ten punkt niewątpliwe wiąże się z pokorą, której nabrałam. Życie układa różne historie. Powinniśmy dążyć do określonych celów ale też mieć świadomość, że nie zawsze wszystko zależy od nas.

5. Emocje

Niejednokrotnie słyszałam powiedzenie- „Szczęście jest proste”. Potwierdzam. Szczęście jest proste. Jeśli jest czas szczęścia trzeba się radować. Przychodzi okres smutku, należy się wypłakać.

Nie można mówić- „nadrobimy to później”. Później jest całkiem inna sytuacja. Nowe emocje.

6. Cierpliwość

Moja niekończąca się praca inżynierska, spędzająca mi niejedną noc z powiek uświadomiła mi, że trzeba być w życiu cierpliwym.

Niektóre etapy w potrzebują wielu miesięcy by je zamknąć. Myślę, że warto być konsekwentnym. Ale o tym już chyba pisałam. Tyle w temacie. Jak się obronię dam znać.

Z perspektywy czasu uważam, że Londyn „nie dał mi w kość” (Podkreślam- z perspektywy czasu ;) ).

W pracy poznałam bardzo sympatycznych ludzi, którzy na prawdę mnie doceniali. Pamiętam sytuację gdy mój manager na pokazaną mu najlepiej jak mogłam wypolerowaną szklankę (zmywarka nie działała poprawnie) poklepał mnie po głowie i powiedział: „Nie ta szklanka jest najlepsza, Ty jesteś najlepsza”. Gdy dostałam butelkę wina od innego managera, bo zostałam po godzinach. Perfekcyjne śniadanie od szefa kuchni, bo „Kinga pracuje na prawdę dobrze„. Wisienką na torcie był pożegnalny lunch z moją panią manager.

Miałam okazję zwiedzić więcej niż kiedykolwiek wcześniej (choć nie powiem, Erasmus też mi dał wiele możliwości). Zawsze marzyło mi się mieszkanie w znanych miastach przez jakiś czas w celu poznania kultury ludzi, miejsca i dobrych knajp. Londyn zaliczony.

Dodam tutaj, że to miasto jest uzależniające. Czuję, że szybko będę tęsknić. Poznałam też kilka osób, które tak jak ja- decydowały się na powrót do swoich krajów, a następnie wracały.

Na początku nie byłam co do tego przekonana ale prawdą jest, że poziom życia za granicą jest wyższy niż w Polsce. Zarabiałam praktycznie najniższą krajową, a stać mnie było na godne życie, restauracje i zakupy.

Podsumowując. Wracam świadoma. Świadoma wielu odkryć. Może dalej nie wiem jak żyć, kim będę i co ze mnie wyrośnie. Ale życie dało mi kolejne lekcje.

Wiem, że z każdej sytuacji trzeba świadomie wyciągać wnioski. Gdzieś w głębi serca, do końca, zostanę londynką.

 

DSC_0023

Victoria and Albert museum. Dziedziniec. Zachwyca nie tylko świetną architekturą, a również genialnymi rozwiązaniami urbanistycznymi.

DSC_0055

Victoria and Albert museum. Hol główny. Czy taki detal we wnętrzu jest pożądany? Na pewno zaskakujący i kontrowersyjny.

DSC_0017

Londyński, nowoczesny piętrus. Chwilę później murzynka wyrwała mi telefon myśląc, ze jest na zdjęciu :D

19 11

Jedzonko. Barszcz z uszkami. Królik z kluseczkami. Kucharz, który podaje do stołu. Bezcenne. (I dobrze, bo późniejszy rachunek był baaardzo cenny :D)

DSC_0075

Galeria handlowa. Jedna z najbardziej „posh” w Londynie.

DSC_0078

I magia słodyczy :D mniam ;)

20151112_142453

British museum i hol zaprojektowany przez Fostera. Chyba jedno z najbardziej pożądanych wnętrz dla zwiedzających Londyn.

20151112_151521

Jedzonko w Pret a Manager. Kanapka z marchewką zawsze spoko ;)

20151112_153528

Kinga z kawą. Kawą z Cafe Nero. Po zwiedzaniu British Museum, jedzonku, szczęśliwa, zaraz przed wejściem na metro.

DSC_0028

FInally! Ostatni dzień w Londynie. Chwilę przed wejściem na Shard. Ten punkt do realizacji wpisałam w zeszycie któregoś zapłakanego dnia w pracy. Wiedziałam, że jest to moje marzenie. Wiedziałam, że je zrealizuję.

DSC_0100

Widok z Shard na City. Wrzucam bez żadnych filtrów i edycji. Broni się sam.

20151121_144716

Covent Garden zaraz po Shardzie. Pięęęęknie.

DSC_0197

Herbata i fish&chips. Hello London. Almost bye- bye.

DSC_0041

Mała część Winter Wonderlandu. Polacam wszystkim wybrać się do tego, największego w Lodnynie, otwieranego co roku, parku rozrywki.

DSC_0022

Winter Wonderland part 2.

 

 

 

 

Poprzedni post
Następny post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *