• facebook
  • instagram

OSKAROWA ZJAWA

Lekki deszcz, lekka depresja. Witaj, poniedziałku! Na odstresowanie chciałam się „ukulturowić”. A że moja miejscowość rodzinna mała, kino nie duże, a o „Zjawie” huczą, że film dobry , oskarowy, to wybór był oczywisty.

Pierwsze 1o minut filmu i już wiedziałam, że szyja od stresu spięta, zepnie się jeszcze bardziej. Nawet reklam przed nie puścili ku umileniu czasu widza.

Jeśli DiCaprio nie dostanie Oskara, to chyba zostanę zakonnicą.

Cały film trzymałam palce w buzi, a ze stresu wyginałam nogi tak, że nie mogłam wrócić do domu- moje kolano prawie że zrobiło powtórkę z rozrywki.

Począwszy od scenerii, która dawała niesamowite tło do zdarzeń- była poniekąd zapowiedzią albo odnośnikiem do trudnych momentów (wichura w momencie agonii głównego bohatera/ lawina śnieżna po śmierci kapitana/ śnieżyca po zabójstwie syna) aż po mistrzowska muzykę, która w rytm bębna wybijała złowieszcze chwile.

Scena ataku niedźwiedzia niezapomniana. Gratuluję kamerzystom za niesamowite, dynamiczne ujęcia. W jednym ciągu potrafili uchwycić panikę, bojaźń i spontaniczność sceny.

Na szczególna uwagę zasługuje również autentyczność mowy. Nie usłyszysz z ust Indianina powszechnego, oklepanego angielskiego. Koloniści – francuski/ angielski. Rdzenni mieszkańcy władali językiem nieznanym Europejczykowi.

Historia bohatera bardzo nieprawdopodobna. Mimo to ogląda się z zaciekawieniem i wiarą, że mogłaby być prawdziwa. Niczym baśń opowiadana przy ognisku…
Wiem, że już nigdy nie będę w stanie powiedzieć „ale jestem w tragicznej sytuacji”.

Z chęcią bym poszła jeszcze raz na ten sadystyczny film, bo pełen był symboli i obrazów do czytania umysłem, nie logika.
Pewnie ogląda się go za każdym razem widząc inne znaczenia w zależności od nastroju. Bo cóż symbolizują mrówki? Syzyfowa prace czy sumienność i powolne dążenie do celu?

Poprzedni post
Następny post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *