• facebook
  • instagram

ACH, BRIDGET

Ach Bridget. Spędziłam z Tobą trzy popołudnia. Właśnie skończyło się ostatnie.

Tak, wiem, wiem co wszyscy myślą o Marku Darcy’im. Że oschły, oziębły i generalnie na nic się nie nadaje… „Jedynie” na wybitnego prawnika.
Cóż począć, że mam do niego słabość … już od pierwszej części.

Ostatnia pełna humoru, jak zwykle dobrego soundtracku i zauważalnie starszych aktorów.

Swoją drogą: Renee Zellweger wypada bardzo staro. Stała się bardziej elegancka, mniej grubiańska, już tylko trochę nieporadna. Dochodzę do wniosku, że to przychodzi z wiekiem.

Cała sala wybucha śmiechem.

Akcja dość prosta, stosunkowo :D oczywista. Dwie upojne noce. Ciąża. I wielka niewiadoma pod postacią ojcostwa.

Cała sala wybucha śmiechem.

Powodów do tego co nie miara. Od samych pierwszych, pogrzebowych chwil, po ostatnie, weselne dialogi. W trakcie sceny z drogą na porodówkę płakałam. Fabuła kończy się oczywiście happy endem.
A wnioski? Czy masz 20 lat czy 43. Czy jesteś odzwierciedleniem szalonej Bridget, czy wiecznie nadąsanego osobnika. Zawsze jest dobry czas na zmiany. Na założenie rodziny. Przeprowadzkę. Wywrócenie życia do góry nogami. I trochę łez radości.

Także rezerwuj wolny wieczór i marsz do kina na tą pełną humoru, odprężającą komedię.

Tylko ja czasem się pytam: Gdzie, do cholery, mój osobisty Mark Darcy?

Poprzedni post
Następny post

0 comments on “ACH, BRIDGET”

  1. Natala napisał(a):

    Chyba biorę Jakuba I marsz do kina!😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *