• facebook
  • instagram

MIŁOŚCIĄ MIŁOŚCI NIEULECZYSZ

Ostatnio miałam okazję rozmawiać z osobami nieszczęśliwie zakochanymi. Zakochanymi w osobach, które kochać je przestały. Oszukanymi. Porzuconymi. Zawiedzionymi związkami, które być miały, a się rozsypały.

Każda z tych osób po rozmowie ze mną poczuła się lepiej- dlaczego? Bo przekazałam im moja perspektywę. Moje myślenie po stracie kogoś dla nas ważnego (miłości, przyjaźni).

Pozdrawiam Was moi czytelnicy.
Zapraszam do dalszej części wszystkich tych, którzy borykają się z problemem podobnym do powyższego.

Jak wiecie kilka relacji, które w życiu były dla mnie ważne skończyły się. Było to kilka przyjaźni. Kilka nieudanych związków. Kilka oryginalnych relacji (jedna z nich, najtrudniejsza do przerobienia, lekko nakreślona właśnie tu: https://londynkablog.wordpress.com/2016/02/15/wtynki/).

Przechodziłam je raz ciężej,nie śpiąc po nocach, raz lżej myśląc, że pustka zostanie niedługo zapełniona.
Obserwując siebie widzę kilka etapów, przez które w takiej sytuacji się przechodzi. Schemat ten wydaje mi się dość uniwersalny. Nakreślony został poniżej.

ETAP 1. Rozpacz.
Było dobrze. Powietrze pachniało sielanką. Niekończące się rozmowy. Czas spędzony razem. Wszystko było na prawdę ważne.
A teraz? Nie ma nic. Nie ma wiadomości na dobranoc. Brak wspólnego świętowania. Nici z rozwiązywania problemów. Koniec.
Płacz. Zgrzytanie zębów. Okropny żal. Nierozumienie. Złość.

Z moich obserwacji wynika, że powinno dać sobie pozwolenie na to żeby przeżyć taki okres. Czas kiedy leżysz w łóżku, po prostu ryczysz, zgrzytasz tymi zębami, obwiniasz cały świat o to, że ten Twój właśnie legł w gruzach. Biada tym, którzy mówią: „No co Ty, jeszcze płaczesz?” Masz ochotę to płaczesz.

Pamiętam jak w pracy łzy leciały mi po polikach. Pamiętam jak wchodziłam na siłownię i wybuchałam płaczem. Jak cieszyłam się z kolejnego sukcesu, a następnego dnia nie widziałam sensu podniesienia się z łóżka. A teksty, że ‚już nie powinnam‚ wprawiały mnie w zakłopotanie albo w obwinianie samej siebie, że faktycznie może nie powinnam ale co zrobię gdy w gardle klucha?

W moim przypadku sposobem na ten niefortunny czas była ucieczka w produktywność. Nie chciałam po prostu myśleć. I tego sposobu nie polecam! Prędzej czy później nieukazane uczucia wrócą.

ETAP 2. Dlaczego?
Przez łzy pytasz: why? kur*wa why?…. A może dało się coś zrobić? Co poszło nie tak? Czy może był sposób na ratowanie tego? Wyrywasz sobie włosy z głowy, szukasz rozwiązań. Następuje idealizacja. Widzisz tylko i wyłącznie pozytywne aspekty tej, utraconej już, relacji.

Na tym etapie zdarza się, że pokrzywdzona osoba podejmuje próbę naprawy, a dla wszystkich byłoby lepiej żeby próba ta zakończyła się fiaskiem.

Powrót do tego co było nigdy nie będzie tym samym. Skoro coś zgrzytało, nie układało się to jaką masz pewność, że tym razem będzie inaczej?

Z drugiej strony nasuwa się tu myśl Jacka Walkiewicza: „ludzie się zmieniają, problemy pozostają te same„, o czym warto pamiętać gdy związek jest ale nie idzie tak jak powinien.

ETAP 3. Życie.
Już wiesz, że z prawdopodobnie z tego nic nie będzie. W sumie masz pewność, że nic z tego nie będzie.

Powoli wracasz do żywych. Zaczynasz spełniać sumiennie swoje obowiązki. Czasami masz jeszcze odruch, chciałbyś podzielić się z tą dawną osobą swoimi nowymi doświadczeniami jednak już wiesz żeby tego nie robić. A choć czasem jest żal to coraz częściej patrzysz na to co będzie, pamiętając o tym, co było. Widzisz dobre i złe strony związku, który się skończył.

ETAP 4. Wdzięczność.
Ten etap czasem nie nadchodzi. Wydaje mi się jednak, że albo będziemy czuli od czasu do czasu niewyjaśniony żal, złość albo po prostu poczujemy zwyczajną wdzięczność. Uważam też, że ten etap jest do wypracowania, a próbę warto podjąć, bo rzutuje na wszystkie dalsze relacje.

Wyobraź sobie, że patrzysz na zdjęcia i czujesz zwyczajny spokój. Pamiętasz nieudane dni, rozczarowania. Żale. Wiesz ile nauczyłeś/aś się dzięki temu co minęło. Przypominają Ci się zabawne słowa, pomysłowość drugiej osoby.

Nigdy nie zapomnę popołudnia gdy uczyłam się do klasówki z matematyki rezygnując ze spotkania, po czym usłyszałam dzwonek do drzwi, a tam on. Stoi z siatką słodkości od kinder czekolady, bo przecież umysł potrzebuje kakao. Dał buziaka i wrócił do siebie. Uwierzcie mi, bądź nie, ale na prawdę jak teraz pomyślę o tych akcjach to nie mam żadnego żalu, że coś się skończyło. Buzia mi się cieszy, że mogłam przeżyć tak cudowne chwile (i aż nie mogę sobie wyobrazić jakie jeszcze mnie czekają!).

Właśnie na tym etapie ważna jest Przyszłość.
Nie wyodrębniam jej już nawet jako etapu- to naturalna kolej rzeczy. Coś minęło, a najważniejsze jest TERAZ i to co się jeszcze stanie, z wdzięcznością za to, co było.

Mając w sobie pozytywne uczucia łatwiej wchodzi się w kolejną relację. Wyzbywasz się żalu, który często zaburza nowe związki. Ta nowa osoba, która stanie u Twojego boku, będzie świadoma, że nie żyjesz wspomnieniami.

Co więcej- człowiek nigdy nie zmienia swojej sytuacji na gorszą. Każdy z nas chce lepszego życia, ładniejszych ubrań, droższych samochodów, ciekawszych doświadczeń. Tak samo jest ze związkami. Szuka się bardziej interesujących znajomych. Ładniejszej dziewczyny. Ambitniejszego chłopaka.

Związki, przyjaźnie. Skończyły się i wiem, że nigdy nie wrócą. Co więcej- czuję wdzięczność, że były, choć proces osiągnięcia tego stanu czasem był zaskakująco długi. U jednego etap trwa kilka dni, u drugiego kilka miesięcy. U trzeciego to nawet kilka lat.

Uważam, że warto starać się dojść do ostatniego. Jeśli chodzi o relację damsko- męską to jedyna, słuszna droga budowania nowej. Z czystym sumieniem będziesz chodzić na spotkania, randki. Trzymając za rękę partnerkę/partnera już nie pomyślisz, że czyjaś dłoń była inna. Ta jest nowa.

Chociaż człowiek z doświadczeniem straty nigdy nie jest jak tabula rasa, to jedynie wyciągnięcie wniosków z minionych wydarzeń może dać mu lepszą, udoskonaloną kartę.

Poprzedni post
Następny post

8 comments on “MIŁOŚCIĄ MIŁOŚCI NIEULECZYSZ”

  1. Magda napisał(a):

    Ooo Kiniu, nie podoba mi się ten post! Raz- niepotrzebnie wracasz do przeszłości, nie wiem czemu, a dwa- mi się też poprzypominały smutne rzeczy :(

    1. Londynka napisał(a):

      Ostatnio przebyłam dużo rozmów z osobami, które zakończyły jakieś zwiazki. Opowiedziałam im jak ja to widzę i zrobiło im się troszeczkę lepiej, spojrzały na rozstania z innej perspektywy. Chciałam to wszystko podsumować na blogu, żeby i innym w podobnej sytuacji trochę pokazać moje myślenie.
      Ja do przeszłości nie wracam, moja teraźniejszość jest zbyt absorbująca ;) A skoro zmieniamy na lepsze to już delektuję się przyszłością ;))

  2. Julia napisał(a):

    A mnie się bardzo podoba i mimo, że było mi smutno jak go czytałam bo jestem gdzieś między tymi wszytskimi fazami (jeśli nie w pierwszej), to myślę, że Kinga ma je wszysskie za sobą i właśnie z dużym dystansem potrafi o nich pisać i na dodatek być wdzięczna za to, że wszystkie z nich czegoś ją nauczyły. Obyśmy wszystkie/lub wszyscy umieli tak pięknie i dojrzale podchodzić do rozstań i wyciągać z nich wnioski na przyszłość. Bardzo dziękuję za ten post.

    1. Londynka napisał(a):

      Julia pamiętaj, że jeśli czujesz, że chciałabyś porozmawiać to wiesz gdzie mnie szukać ;)
      Fakt, ja te etapy mam za sobą…
      A wszystkich tych, którzy też chcą mnie usłyszeć albo się czymś ze mną podzielić zapraszam do komentaowania albo wysyłania wiadomosci przez Facebooka.
      Pozdrawiam ;)

  3. muglova napisał(a):

    Tytuł tego posta powinien być drukowany w milionie egzemplarzy. Strzał w dziesiątkę. Powinien być pokazywany tym, którzy pakują się czasami w nowe historie bez pozbierania kawałków siebie po rozsypce w poprzedniej. Tym bardziej, że druga osoba może okazać się postronną ofiarą, kiedy po ułożeniu siebie do kupy, okaże się, że potrzebujemy czegoś innego, a rozproszenie przestało być potrzebne.

  4. PsychoLogika napisał(a):

    Tak żeś to świetnie opisała,że wystarczyłoby napisać – GENIALNE! Ale zabrzmi to tak jakbym nie przeczytał posta i napisał aby napisać :D
    Mówią,że czym się strułeś tym się lecz – także jeśli o miłość chodzi. Głupota. Tym się jeszcze bardziej możesz dobić i struć osobę,której uczuciem chciałeś/aś się leczyć. Egoistyczne podejście,nie polecam. Etapy właśnie fajnie opisałaś i na tym polega zdrowie przepracowanie sprawy. Nie można jednak ich przyspieszać na siłę,bo efekt będzie kiepski. Czas przede wszystkim – reszta się zazwyczaj naturalnie układa, o ile się jej na to pozwoli. Pozdrawiam.

  5. Narwany napisał(a):

    Jeśli jest jakaś osoba, która po, w trakcie swojego związku nie przeszła przez któryś z tych etapów, to:

    a) żyje w szczęśliwym związku
    b) jest tak nieszczęśliwa i ślepa, że nawet tego nie zauważa.

    Innej opcji nie ma. Reszta ludzi musiała przechodzić przez wszystko, stety :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *