• facebook
  • instagram

3dni.3city

Dwa ostatnie weekendy z rzędu spędziłam w Trójmieście. Jeden z nich związany z SeeBloggers, drugi z „babskim” wypadem. Oba wspaniałe.

IMG_8054

Piątkowy Gdańsk

Każdy weekend zaczynałam od dobrego lunchu.
Pierwszy w Mące i Kawie, którą znaleźć możecie również na Świętojańskiej w Gdyni (również polecam!). Tego dnia wieczorną porą, tradycyjnie przeszłyśmy się ulicą Długą i jak sprzed roku, udało mi się zrobić zdjęcia na Zielonym Moście. Rezygnując z diabelskiego młynu, z którego skorzystałyśmy rok temu (klik), widok na miasto umożliwiło nam wspięcie się na wieżę Bazyliki Mariackiej (w każdy piątek wakacji o 20:00 możecie posłuchać tam koncertów organowych). 

na bloga1 (2).jpg36Tydzień później lunch jadłyśmy w Marmolada, Chleb i Kawa, a na deser, w deszczu, spacerkiem, poszłyśmy do UMAM. Ascetyczny lokal wypełniają eleganckie, wyważone słodkości. Od siebie polecam ciastko lawendowe- pycha! Moje, karmelowe nawet dla mnie było za słodkie.

Wieczorem wybrałyśmy się na ulicę Elektryków, gdzie kino letnie zaprezentowało nam mocny film, po którym do dziś mam dreszcze. Było warto. Przestrzeń ta i kluby w pobliżu mocno przypominają mi Off Piotrkowską w Łodzi. Późną porą pojechałyśmy na gdańską rafinerię zobaczyć jak kosmicznie może wyglądać przestrzeń.

Każdy z wieczorów kończyłyśmy nad ranem ze zbyt dużą ilością dobrego wina. Smacznych czekoladek. Bezglutenowych paluszków.8

IMG_8423.JPGGdyńska Sobota

W sobotę, z myślą o obiedzie w Malice, pojechałyśmy do Gdyni. Przeszłyśmy się Skwerem Kościuszki, gdzie odbywał się Festiwal Moto Safety Day. W tym samym czasie, wieczorami, odbywał się Pociąg do Miasta– w ramach wydarzenia przez cały tydzień można uczestniczyć w spektaklach teatralnych.

Widziałam dużą karuzelę. Podobno najwyższa w Polsce. Wiedziałam, że mam na nią ochotę. Pogoda dopisywała. Było g-e-n-i-a-l-n-i-e. Polecam! Widok na port bezcenny. Zresztą zobaczcie poniżej.

12

Obiad w Malice to nie tylko uczta dla ciała. Wnętrze idealnie komponuje się z serwowanymi daniami. Kaczka. Wołowina. Baranina- wszystkie godne polecenia, bez wyjątku. Totalnie wypełnione pysznymi posiłkami szłyśmy ulicą Świętojańską, gdzie w tym czasie wystawiło się pełno foodtrucków w ramach Kulinarnej Świętojańskiej. No i niestety. Dopełniłyśmy nasze żołądki jedzeniem z FejkKejk. Ja jem dużo ale to przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie ma jak obiad w eleganckich w lokach, a później „gofer” na drewnianych skrzynkach.

12 (2)9Prosto z Gdyni, w sielankowych humorach, przepełnione naprawdę dobrym jedzeniem ruszyłyśmy do Gdańska gdzie na 15:00 miałyśmy pojawić się w Muzeum II Wojny Światowej (polecam kupno biletów przez internet- tutaj. Ponadto we wtorki muzeum jest dostępne dla odwiedzających bezpłatnie). Choć byłam zmęczona, ociężała i nie przyglądałam się każdemu pojedynczemu eksponatowi, wyszłam z muzeum totalnie przebita.
Wystawa dzieli się na dwie wyraźne zasygnalizowane części. Widać wyraźną granicę między wystawą „przed wojną” pokazującą nastroje jakie panowały w Europie, a wystawą „wojenną”, gdzie pokazany jest terror.

Dużo jest nagrań archiwalnych z Filmoteki Narodowej, co dla mnie bardzo na plus- jako tzw. „leń wycieczkowy” wolę taką formę przekazania informacji niż tabliczki przy przedmiotach. Ponadto, prezentacje bardzo wpływają na część emocjonalną, której tekst pisany jest pozbawiony. Polecam Siege w reżyserii Julie Brayana.

W moim odczuciu muzeum to zdecydowanie nie powinno być odwiedzane przez małe dzieci. Dziwi mnie fakt, że nie ma tam określonego minimalnego wieku zwiedzających. Niektóre sceny są tak drastyczne, ze sama nie mogłam na nie patrzeć.

Dobrze zaprojektowane wystawy, ciekawy pod względem architektury obiekt spotęgowały poczucie tragedii jakim był ten okres w dziejach ludzkości. Bardzo zachęcam do zwiedzania tego muzeum, najlepiej przeznaczyć na nie 4-5 godzin i wypożyczyć audio-guide (zrobię tak kolejnym razem).

Na kolację, już ze względu na obżarstwo jak i poczucie nostalgii nie miałyśmy siły. na bloga (2)
na bloga1

10

Niedzielne tłumy

Niedzielnym popołudniem trzeciego dnia seebloggers poszłam na sopocką plażę. Było chłodno ale moja radość z „esencji” wakacji nie miała końca.

Kolejnej niedzieli pojechałyśmy na plażę w Brzeźnie. Ludzi „jak mrówków” ale woda przyjemna i pogoda też sprzyjała. Zaliczyłam kąpiel w Bałtyku.

IMG_8354

Od lat wybierałam się na Jarmark Dominikański. W tym roku udało się zrealizować odwieczne plany. Ludzi tam jeszcze więcej niż można by przypuszczać. Ale wydarzenie miłe, pełne wakacyjnej atmosfery. Zauroczyła mnie ulica Stągiewna przypominającą bydgoską Jatki oraz niezliczone straganiki. Całość przywołała na myśl florenckie klimaty.

IMG_8634Na obiad poszłyśmy do restauracji „Tawerna”, która wzięła udział w Kuchennych Rewolucjach. Zachęcone przez nazwisko Gesslerowej oczekiwałyśmy wysokiego poziomu. W rezultacie zjadłyśmy średnio smaczne posiłki w cenie na prawdę dobrych. Proszę nie idźcie tam!
I tym nieudanym ostatecznie akcentem ruszyłyśmy w stronę mieszkania by następnie spakować walizki.

IMG_8650

Całość weekendów na prawdę bardzo pozytywnie. Mój mózg odpoczął od myślenia nad rzeczywistością, a trochę oddał się czystej przyjemności. Ponadto miłe towarzystwo pozytywnie wpłynęło na nastrój.
No nic, jak macie wolny weekend to pakujcie walizki i szerokiej drogi!

A tak poza tym nie ma lepszego przekonania się o wspaniałości codzienności niż wycieczka ;)

 

Następny post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *