• facebook
  • instagram

2017

Urodziny, koniec roku, bo Święta i Sylwester… grudzień zawsze jest dla mnie miesiącem intensywniejszego myślenia o mijającym czasie.

Po raz pierwszy w życiu nie mam głębszej refleksji. Za żadne skarby nie chciałabym cofnąć się w czasie, ani trochę tego czasu przyspieszyć… pierwszy raz tak bardzo jestem zadowolona ze zwyczajnego „teraz”.

Jest idealnie.

W 2017 nie planowałam nowych, a chciałam głównie dokończyć rozpoczęte rzeczy, korzystając z nadarzających się okazji.

Część 1. Czego się nauczyłam?

Że szczęście jest w nas. Nic poza tym.
Że są sytuacje na które nie mamy wpływu. Wtedy trzeba zwyczajnie je przyjąć i odpuścić.
Że nie ma co się męczyć, warto się wysypiać, mniej od siebie wymagać. (mniej!)

Część 2. Osiągnięcia i lekcje

Radość ma nie znała granic kiedy pojechałam na absolutorium i wróciłam z obrony, gdzie uzyskałam wyróżnienie (klik), kiedy co wtorek wracałam z zajęć z dzieciakami w przedszkolu (klik), kiedy przebiegłam pierwsze w życiu 10 km, choć początki, jak to zwykle bywa, były trudne (klik), gdy dostałam pierwszą w życiu poważną pracę i przemalowałam samodzielnie pokój.

Ciągle jest kilka rzeczy, które chciałabym, a jeszcze ich nie dosięgnęłam- ciekawe jest to, że nie mam o to wyrzutów sumienia… jestem na takim etapie, że rozumiem, że w danym czasie zwyczajnie ważne były inne priorytety. Bo- gdzie jest wola, tam jest sposób. Nie ma innego rozwiązania.

Część 3. Miejsca

Brakuje mi zagranicznych wycieczek. W tym roku co prawda mało zwiedzałam ale koniec końców dużo podróżowałam (pozdrawiam Polskie pkp- klik), bo i na uczelnie co tydzień, i z domu się przeprowadziłam… ale na mapie nowych miejsc niewiele więcej niż w zeszłym roku. Docelowo zwiedzam głównie przy okazji eventów jak Seebloggers w Gdyni, poznański Blog Conference, szkolenia w Warszawie itd.

Ten rok jednak dał mi pożegnanie się z Poznaniem bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia, bezgraniczną miłość do Wrocławia i pogodzenie się z tym, że Trójmiasto przestało być moim wymarzonym miastem…

Część 4. 12 miesięcy w fotografiach

styczen

Styczeń to powrót z gór, termy, ostatnie wykłady i ostatnia w życiu sesja. Ikea. Miłosz na ferie. Zwiedzanie… Zima. Radość z artykułu, spacery, pożegnanie z Poznaniem i… przeprowadzka do rodzinnego miasta.

luty

Luty- ostatnie podrygi zimy. Ikea. Tłusty czwartek. Chińska herbata. Ale też weekend w Toruniu i szpital. Spacery po Bydgoszczy w poszukiwaniu inspiracji na projekt. Spotkanie po latach z Karoliną. Rekolekcje. Dobra książka i dopinanie wykończeń w nowym domu.

marzec

Marzec: Przeprowadzka! Parapetówka z Werą i jej obrona, więc Toruń i więcej nieprzespanych nocy ;) Coroczne porządkowanie zdjęć w albumach. Nowy fryzjer i nowe paznokcie. Kino, wycieczki, gokarty, mało pracy, dużo rozrywki… ale też pierwszy angielski i pierwsze treningi na siłowni.

kwiecien

Kwiecień. Święta. Trochę za dużo nalewki. Trochę za dużo błahych rzeczy. Wycieczki do promotora. Osiemnaste urodziny Miłosza. Propozycja nie do odrzucenia- zajęcia w przedszkolu. Ostatnie dekoracje do domu. Skok spadochronem. „Rozkmina” nad tematem dyplomu, brak zdecydowania i jego zmiana. Angielski, siłownia. Spotkania z przedszkolakami.

maj

W maju jak w raju- nawet śnieg padał. W majówkę ostatecznie siedziałam i tworzyłam koncepcje pracy magisterskiej (nóż na gardle, czas uciekał). Przedszkole. Zajęcia. Podróże do promotora. Warszawa. Poznańskie Blog conference. Pkp. Kawusie i wykłady ale też stres zbliżającym się oddaniem pracy dyplomowej.

czerwiec

Czerwiec- magisterka pełną parą. Przygotowanie wizualizacji, wydruków. W międzyczasie siłownia i rolki. Ostatnie zajęcia z przedszkolakami. Orkiestry dęte. Spacery po Poznaniu i kurs programu. Pkp w tę i spowtorem. Nauka do ostatnich kolokwiów.

lipiec

Lipiec. Studia- a mianowicie ich koniec. Ostatnie szlify dyplomu. Klejenie makiety resztkami sił. Marzenie o lenistwie, a pracy co nie miara. 50-rocznica ślubu dziadków. Definitywne pożegnanie z blondem, wesele znajomych. Obrona i jej świętowanie. Absoultorium i prezenty. Aż dwa weekendy w Trójmieście- jeden na See bloggers, drugi z moimi dziewczynami- w muzeach i na pysznym jedzeniu. Nocne picie wina. Kwiaty.

sierpien1

Jak już zrezygnowałam z udziału w pielgrzymce, odpoczęłam i gdy doszłam do perfekcji w pieczeniu słodkości, które sama pochłaniałam, a piekłam 2-3 ciasta dziennie :D to stwiedziłam, że pora coś z tym życiem zrobić i wysyłam cv. Praca znalazła mnie, a ja ją i tym sposobem w ostatnim tygodniu sierpnia znalazłam się we Wrocławiu, by rozpocząć pierwszą, poważną pracę w zawodzie.

wrzesien1

Wrzesień to poznawanie nowego miejsca. Nowe i odświeżanie starych znajomości. Wycieczki po dolnośląskim i po samym Wrocławiu. Pierwsze samodzielne malowanie ścian i wino w pracy. Zajęcia z tańca, zajęcia z angielskiego, czytanie Różewicza, architektoniczne spacery i praca.

pazdziernik1

Październik. 10 godzinny ale… weekendowy powrót do domu! Prezenty i parapetówka. Coraz więcej odhaczonych zwiedzonych miejsc. Archicadowe szkolenia. Zuzia i jej piękne mieszkanie. Ostatni raz Poznań i odebranie dyplomu… „lepiej się nie dało” stwierdziłam patrząc na wyniki ;)

listopad1

Listopad. Wszystkich Świętych pierwszy raz spędzone w Kamiennej. Wera z chłopakiem na weekend. Zwiedzanie, a w kolejny weekend pasmo nieustających zdjęć. Kino i godziny na poczcie. Świętowanie urodzin Zuzi. Angielski, bieganie, praca. Przedsmak Świąt na bożonarodzeniowym jarmarku.

grudzien1

Grudzień. Powroty do domu i urodzinowe imprezy przeplatane jedzeniem czekolady, tortów i słodkich pierniczków. Bożonarodzeniowe jarmarki i Praga. Chorowanie i pierwsze w życiu chorobowe. Kino, śnieg, spacery i to, co Kingi lubią najbardziej…. dużżżżo niespodziankowych prezentów ;)

Część 5. Ulubieńcy

Choć pierwsza połowa roku była obfita w obserwowanie mediów i bycie na czasie z kinowymi hitami, druga, poprzez inne priorytety już wcale. Mam wrażenie, że mam swoją małą życiową bańkę, która mnie otacza i ona rozszerza się w zależności od tego co w danym momencie życia uważam za interesujące.

Z rumieńcem wstydu przyznaję, że w tym roku przeczytałam wyjątkowo mało. Do tego stopnia, że nie określę ulubionej książki, bo wybór niewielki (no ok, architektom to polecam bardzo ciekawą rozmowę Piątka i Trybusia „Lukier i Mięso”).

Z łatwością mogę podać najlepszy film- „La La Land”, a za najlepszy soundtruck…. uwaga uwaga, bo tu będzie zaskoczenie: ten La la Landu ;)
Piosenka? Pewnie któraś Meli Koteluk, słuchałam jej namiętnie tworząc swoją magisterkę… ale sama nie wiem, czy bardziej lubię Żurawie Origami, czy Spadochron.

 

Nadzieje na 2018.

Są. Cieszę się, że dzielimy nasz czas na godziny, tygodnie, miesiące i lata, bo w innym stanie rzeczy nie mielibyśmy motywacji ani inspiracji do nowych przedsięwzięć, kończenia tych starych itd. Mówi się, że życie to sztuka zarządzania zasobami, a jednym z nich (i najbardziej sprawiedliwym) jest właśnie czas.

Zarządźmy nim mądrze w tym 2018. Good luck!

Poprzedni post
Następny post

2 comments on “2017”

  1. mr nobody napisał(a):

    a można te zdj powiększyć ?

    1. londynka napisał(a):

      A nie są wystarczająco wyraźne? Te „co ciekawsze” zawsze wrzucam do postów jako większe ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *