• facebook
  • instagram

tymCZASEM SZPITAL

Weszłam i czekam. Ludzi tłum. Kolejka do lady: IZBA PRZYJĘĆ.
Czuje się niepewnie, bo skierowanie mam, ale co mnie czeka?

Nie wiem.

***

Tymczasem.

CZWARTEK

Czekam i czekam.

Względna cisza.
Cisza przed burzą. Nagle pani krzyczy na mnie, że to ona przede mną była i że niepotrzebnie stoję, bo kolejka jest inna, a generalnie to się nie znam.

A jak się mam znać, przepraszam bardzo, jak to pierwszy raz?!

Czekam dłużej.

Jak wspomniana powyżej określiła: „Gdzie nam się spieszy? Przecież mamy czas.”
No właśnie, zaczekać też pani może” pomyślałam, nie mówiąc, a kość ze złości stanęła mi w gradle.

Mój czas jest w pracy, na zajęciach. Ze znajomymi.
A nie w szpitalu, na oddziale.

***

Ludzie stresują się dokumentami, skierowaniami.
Dźwięki oczekujących, smutek w oczach matki oddającej bobasa, czy chociażby ta niebotyczna kolejka powodują, że dzień mi się dłuży, a łzy coraz bardziej napływają do oczu.

Moja kolej. Hurra!

***

Skierowanie proszę.
Dowód proszę.- ciekawskim wzrokiem spojrzała pielęgniarka.
– Jaki adres wpisać w okienko zamieszkania?
Uśmiechnęłam się nieśmiało, bo od czasu wizyty przeprowadziłam się dwukrotnie.
– Niech zostanie ten, który pani tam ma. Nie ten z dowodu.
– A adres osoby do kontaktu?
– Hmm… poproszę ten, który jest w dowodzie.

I w tym krótkim momencie uświadomiłam sobie, że:
po pierwsze: nie znam swojego nowego adresu zamieszkania,
po drugie: nie pamiętam już miejsca zameldowania.
A te powyższe nasunęły pytanie: czy ja mam jeszcze jakikolwiek dom? Skoro nie znam żadnego adresu?!

***

Pani patrzy na mnie przenikliwie. A ja siedzę i słucham.
W pełnym makijażu. W bluzce w wielkie, malowane kwiaty.

Chce pani się przebrać?
– Ale, że w co?- spytałam zdziwiona.

Nadano mi numer. Bez odpowiedzi podała mi pani bransoletkę.

Dobrze to wszystko. Proszę usiąść po prawej i czekać na wywołanie.

Czekać.
Bo przecież mam czas.

***

Czekam zatem.

Patrzę.

Ku mojemu przerażeniu- ludzie tu chodzą w piżamach i kapciach.
Szlafrok? Co to szlafrok?

Przecież ja z tą nową, pomarańczową szminą na ustach to bym dziś mogła góry przenosić, a nie w szlafrokach się włóczyć.

***

Pani przyszła. Wyczytała nazwisko. Skierowała na oddział.

Z bagażami, numerem.

Czekam.
Again.

Na badanie numer jeden.

***

W tle miedzy „Trudnymi sprawami”, a „Dlaczego ja” mija godzina.
Za oknem życie się toczy. A mnie się dłuży.

Wszystko jest wolne. Niespieszne. Totalnie niecodzienne.

Doba już nie ma 24 h. Doba ma godzin o wiele więcej.
Mam czas.

Ślepo patrzę w telewizor.

***

Badanie krwi. EKG. Koniec na dziś.

Koniec?
Jak w takim tempie przebiegną badania to miesiąc trwać będzie.

***

Tymczasem.

PIĄTEK

Obudziło mnie informujące łóżko, że Kinga proszona jest na salę zabiegową.
Kinga poszła, dostała coś w żyłę, po czym była nieprzytomna.

A to pech wielki, bo Kinga była gotowa na czytanie książek, odrabianie zadań i ogarnianie wszystkiego, co i tak zrobić powinna. Wzięła tego tyle, że grafik nie przewidywał drzemek. A tu drzemka wpadała co chwilę.

Powoli Kinga poznaje zasady funkcjonujące w szpitalu, poznaje też sąsiadkę z łóżka obok.

***

Współlokatorka osobliwa. Gdy po raz pierwszy weszłam do sali, telewizor grał.
Dla kogoś, kto nie ma go od 7 lat to duży przełom. Więc bałam się bardzo tego czarnego pudełka. Tym bardziej, że wyświetlało teleturnieje i seriale prosto z Turcji.

Ale. Osoba ze mnie szczera, a współlokatorka chętna do rozmowy. Wiek praktycznie identyczny, świat totalnie różny. Po przegadanym wieczorze Kinga spać nie może.

***

Słysząc: „Jesteś tak ciekawą osobą, że telewizora włączać nie muszę” kwestię telewizji uznałam za zamkniętą.

***

Tymczasem.

SOBOTA

Czy ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie, że w weekendy lekarze nie pracują?

Żyły mi odpoczęły, a ja… się przystosowałam.

Czytałam. Rozmawiałam. Zrozumiałam, że jak potrzebuje skupienia, to nie ma co
z pokoju wychodzić, bo wszyscy do mnie zagadują.

To chyba przez tą pomarańczową na ustach szminkę. I brak szlafroka zapewne.

***

Tego, czego brakuje w szpitalu: porządnej siłowni albo basenu.
Ku mojemu zaskoczeniu, bo lubię śniadania do łóżka, stołówki. Bo pacjent, który musi z piżam się ubrać, ogarnąć się to trzy razy szybciej by wyzdrowiał. A tu ludzie z pokoi nie wychodzą, a w sumie to zdrowi fizycznie i nic poważnego im nie jest.
Za to siedzą i myślą. O chorowaniu.

***

Poza tym łatwo się choruje, gdy po pierwsze: żadne z objawów nie wpływa na jakość Twojego życia, po drugie: nie zdajesz sobie sprawy, że tak zdrowemu człowiekowi jak Ty mogłoby coś dolegać.

***

Robię angielski w świetlicy. Za mną dwie starsze panie usiadły.
Pół-uchem słucham o czym dyskutują.

– Wie pani, my jesteśmy pokoleniem za szybko myślącym. 
– A młodzi? Młodzi w ogóle nie myślą. Oni mają tysiąc myśli na sekundę.(…)
-… życie jest kruche i szybko zleci.

***

To, co wieczorem, przyszło mi do głowy, patrząc na ilość zabranych do szpitala książek:
Wielość wyboru udaremnia jego dokonanie.

***

Tymczasem.

NIEDZIELA

Według założenia, że dzień święty świecić, siedziałam w szpitalnej kawiarni.
Z kawusią. Ogromnym kawałkiem słodkiej tarty. Długopisem notującym wakacyjne plany.
Przyjemnie jest być takim pacjentem.

***

Kawiarnia w parterze jest. Sklepik na pierwszym. Kaplica na drugim.
Jedzenie podają do łóżka.
Tym prostym sposobem całe życie zamyka się w jednym budynku.

***

Tymczasem.

PONIEDZIAŁEK

Deszcz.

W korytarzu pachnie kaszką manną.
W pokoju gnijącymi truskawkami.
Nie muszę wychodzić z łóżka, bo na badania będą wołać.
Nie muszę się ubierać ani malować. Nie muszę nic.
Czas leci, świat biegnie, a ja powoli popadam w marazm.

…Jest dobrze.

***

Puk, puk. Rozlega się dzwięk po naszym pokoju.
Takkkk???– leniwie reaguję, wkładając ubrania do walizki.
Hej dziewczyny, chcecie boczku?
Nie, nie dziękujemy- odpowiadamy rozbawione tą zaangażowaną 70-latką.
Jednak ona nie odpuszcza.
A to taki świecki, domowy. Przywieźli mi. Dziś cukru nie mierzą, to sie nawpierdalam.-odpowiedziała zadowolona.

Taki sposób wśród polaków na leczenie. Nie badają- więc można.

***

Łatwo się mówi, żeby nie uzależniać swojego szczęścia od innych, gdy wiesz, że rodzinę masz całą i szczęśliwą. Gdy wiesz, że masz silnych przyjaciół, do których w każdej chwili możesz zgłosić się po pomoc.
Gdy sama czujesz się dobrze ze sobą. Gdy nie potrzebujesz nikogo by się nie nudzić.

***

Tymczasem.

WTOREK

Miałam dzisiaj wyjść ze szpitala, a jednak zostaje.

Mam rano badanie. Podają mi glukozę.
Co godzinę, przez trzy kolejne, mam pobieraną krew. Chce mi się spać.
Ale nie. No gdzie. Jestem zdrowa. Pełna sił. Wychodzić miałam.
Spać w dzień nie będę.
Wiec leżę i czytam. Czytam coś, ale nie wiem o czym. Uciekają mi myśli. Wzrok.
Padam.

Budzik numer 1.

Idę do Pani. A pani: „Jak chce się spać to proszę, nie ma sensu sie męczyć.

***

Tu wszystko jest wolne. Tu słucham swojego ciała- tego, czego ono chce, czego oczekuje, wymaga.

Na codzień gdy mam pieć minut to działam. Staram się być w wirze pracy.
Zwiedzać, uczyć się, doświadczać. A tutaj jest park, las i nic wiecej.

To jest spacer w biegu życia.

Nie biec. Nie wymagać.
Nie istnieć?

***

Wiem, już, że jeszcze czeka mnie jeszcze czwartkowy maraton lekarski.
I tabletki, i ponowione badania.

***

Tymczasem.

ŚRODA

Mam wyjść, ale wszyscy mają czas. Ja zresztą też. Leniwie czekam w świetlicy. Czytam artykuł. Wszystko mi jedno, czy wyjdę o 12:00, czy o 17:00.

***

Z wypisem siedzę na przystanku. Dookoła dużo ludzi. Samochody spiesznie stoją w korku.

Jest ciepło, a ja czuję się spokojna.

Z walizką w ręku czekam na jedyny łącznik z moim dawnym światem. Tramwaj.

1

Dzień pierwszy, a ja mam już ulubioną zabawkę. Łóżko i pilot od niego.

Fotoram.io (2)

Pierwszy dzień, a tyle gości. Prezenty od znajomych.

4

Fotoram.io (3)

8

Niedzielna kawusia. Po tym kawałku oreowego ciasta zrobiło mi się za słodko…

1

….a totalnie mnie zemdliło po tym, jak od współlokatorki otrzymałam ten kilogram pięknych truskawek.

Fotoram.io (4)

Ja= jedzenie. Szpitalne żarełko nie należy do najlepszych i tu nie było wyjątku. W dodatku podawali je na nieapetycznych tacach ale! Ale doceniałam. Bo nie musiałam go przygotowywać. A udoskonalone (kaszka Lewandowskiej, truskawki, banan) było całkiem całkiem +jadłam je w łóżku :D

7

Leśne spacery.

 

13

Ostatni prezent.

 

Poprzedni post
Następny post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.