• facebook
  • instagram

MOJE RODZINNE GRUZIŃSKIE WAKACJE

„Mulasta kawa, potrawy przyprawione kolendrą, słona, mocno mineralizowana woda – tak w skrócie określiłabym gruzińską kuchnię. Reszty nie da się opisać, to trzeba po prostu przeżyć.”

Brzmiała treść kartki wysłanej do Polski.

Z przygodami wyruszyliśmy z lotniska w kierunku Kutaisi. Nie mieliśmy planu. Wiedzieliśmy dwie rzeczy – gdzie mamy nocleg na pierwszą noc i to, że w Gruzji zostajemy dni jedenaście.

Szybko dowiedzieliśmy się również, że nasz kierowca (inaczej: gruziński kierowca) należy do ludzi oryginalnych i na pewno niesztampowych – dostał mandat za wjazd pod zakaz, zanim dotarliśmy do hotelu. Zdecydowanie wiedzieliśmy, że nudzić się przy nim nie będziemy.

W Kutaisi zostaliśmy serdecznie powitani przez dwie urzekające właścicielki. Oddały nam całe serce, ponieważ byliśmy pierwszymi, w ich karierze gospodyń, gośćmi.

To drugie pod względem wielkości miasto w Gruzji jest idealne na jedno popołudnie i nadaje się jako baza wypadowa gdzieś dalej. Tak też zrobiliśmi bookując hotel na kolejne dwie noce.

003-IMG_0162

Pierwszy lot mojej rodziny. I mój z moją rodziną. Szczerzę mówiąc i niechętnie się przyznając – ja za pierwszym razem przeżywałam to dużo bardziej niż oni :D

wybrane6

Zadziwienie marną kondycją przestrzeni nie znało granic. Nie spodziewaliśmy się, że najlepsze dopiero przed nami.

004-IMG_0234

Fontanna na Placu Agneszemebeli w Kutaisi. Wrzuciłam to zdjęcie na instastory w ankiecie: „Kto wie – to gdzie?” z możliwymi odpowiedziami: „Ja-tak” i „Janie”. Jan był popularny aż w 80%.

007-IMG_0409

010-IMG_0491

Nasze pierwsze gruzińskie śniadanie. Ze smakiem wcinaliśmy chaczapuri i kruche ciasteczka. Wszystko dopełniał intensywny smak czarnej herbaty, która nieodłącznie towarzyszyła nam do końca wyjazdu.

Jechaliśmy w kierunku Jaskiń Prometeusza, a to, co przykuło naszą uwagę to fakt, że bydło jest równoprawnym użytkownikiem wszelkich dróg.

Pełno też było domów z czterospadowymi daszkami, tak jakby Gruzini szukali gdzieś symetrii w tym szalonym, bizantyjskim świecie.

013-IMG_0566

012-IMG_0532

016-IMG_0709

wybrane

018-IMG_0948

Jaskinie jaskiniami, kanion Okatse kanionem, ale co rusz urzekała nas gruzińska gościnność. Musieliśmy się przesiąść z samochodu naszego taksówkarza do terenówki (co było normą w takcie całej naszej wyprawy), a tam kierowca raczył nas winem i czekoladą (czyli to, co tygryski kochają najbardziej ;)).

Wieczorną porą pojechaliśmy na wzgórze, żeby zwiedzić Katedrę Bagrati. Stamtąd rozpościerał się widok na miasto. Z moimi chłopakami spędziłam tam jedne z najfajniejszych chwil.

023-IMG_1126

024-IMG_1200

Następnego dnia rankiem, zaciekawieni nową przygodą jeszcze chętnie zjedliśmy chaczapuri i wyruszyliśmy w kierunku Mesti, gdzie zmieniliśmy transport na bardziej off-roadowy, by ostatecznie po 10 h w trasie znależć się w Ushguli. Ten kompleks wiosek położony na wysokości ponad 2000 m.n.p.m jest niezwykle malowniczy. Ze względu na późną porę mieliśmy niewiele czasu na trekking.

032-IMG_1332.jpg

031-IMG_1324.jpg

Zapora na rzecze Inguri. Nie pytajcie co zrobiłam żeby zrobić to zdjęcie :D

030-IMG_1275

Po dwóch dniach w Gruzji ściągnęłam zegarek. Od tej pory nie wiedziałam, czy godzina z telefonu jest prawidłowa, który mamy dzień tygodnia czy miesiąca.

034-IMG_1433

 

035-IMG_1480

Po drodze zatrzymaliśmy się w bardzo niepozornym miejscu na obiad. Po raz pierwszy smakowaliśmy tej prostej w przyrządzeniu sałatki i najpyszniejszego kubdari (mięsna wariacja chaczapuri).

wybrane6-001

033-IMG_1348

Po kilku dniach wycieczki tata zażartował, że trzeba będzie wybrać jedno zdjęcie podsumowujące wyprawę. Ja stwierdziłam, że przecież mam tych obrazków z kilka tysięcy, więc to nie możliwe. Na co osobnik ze zdjęcia odpowiedział zdecydowanie: „Jak to nie możliwe Kinia?! Jedno zdjęcie podsumowujące – zdecydowanie to w samochodzie!”

039-IMG_1571

Welcome to Kaukaz.

042-IMG_1770

043-IMG_1820

wybrane-001

W domku po prawej wypiliśmy mulastą kawę. Chwilę po tym ponownie wsiedliśmy do samochodu.

Żałowaliśmy, że nie zostajemy tam dłużej. Wracając, zatrzymaliśmy się jeszcze nad jeziorem. Bardzo nie wyszła mi sztuka rzucania kaczek ;)

To był ostatni miły akcent, bo dla mnie droga powrotna zamieniła się w koszmar. Zrobiło się ciemno, a wszystkich zmorzył przeogromny sen. Łącznie z kierowcą.

On jest zawodowym kierowcą od 6 lat – nie mamy się czego obawiać – stwierdził tata, a ja mu zaufałam tylko na chwilę. Bo zaraz po tym przyszła myśl, że wiek w tym przypadku działa na niekorzyść. Człowiek po 40, a na oko to przed pięćdziesiątką. Wzrok już nie ten, refleks tak samo. No widzę przecież, że przysypia przed tą kierownicą.

A jakby był młody i bez doświadczenia to na nim by nie polegał. 

Po tej nocy nie chciałam jezdzić więcej samochodem…

…ale musiałam, bo kolejnym naszym kierunkiem było Akhaltsikh.

050-IMG_2010

Jest kawusia, gruzińska muzyka, wiatr we włosach i gruziński kierowca też jest. Jest dobrze…?

048-IMG_1990

Pomimo tego, że mączne, mięsne i mało warzywne, po obiedzie gdzieś między Kutaisi, a Akhaltsike gastronomicznie byliśmy bardzo zadowoleni.

054-IMG_2077

Akhaltsikhe. Panorama z zamku na wzgórzu Rabati.

055-IMG_2194.jpg

wybrane-002

059-IMG_2500

062-IMG_2561

Komu w drogę temu…. auto!

063-IMG_2563

Wardzia.

wybrane-003

Kolacja. I nadzieja na wygodny nocleg i termy :D Co działo się później zostawimy tylko dla siebie ;)

069-IMG_2739

Dzień kolejny. Zwiedzanie skalnego miasta. Nigdy czegoś podobnego nie widziałam. Niczym miasteczko mrówek albo nornic.

wybrane1

Przepiękne są w freski ukryte w tamtejszej świątyni.

072-IMG_2799

Kierunek – Borjomi. Mało tam zdjęć zrobiłam. Z chęcią zatrzymałabym się w tym miasteczku na kilka dni, by opić wodą, zjeść na tarasiku słodkie, sprzedawane w kioskach, buły… pochodziłabym leniwie z notesem, obserwując tutejszych turystów.

077-IMG_3013

A tu już kolejne skalne miasto. Uplisciche. O wiele bardziej skradło nasze serce niż to zwiedzane rankiem.

 

076-IMG_2988

079-IMG_3028

080-IMG_3057

Finałowym miejcem dnia bylo Gori i muzeum Stalina. W kolejnym naszym mieszkaniu, gdzie bieżąca woda była na włącznik elektryczny od światła, do późnych godzin nocnych śpiewaliśmy „Wroclove” Marceliny. Jedliśmy owoce i czekoladę, popijając litrami wina zakupionymi u lokalnej babuśki.

083-IMG_3098

A rankiem obudził nas taki widok.

Nadeszła niedziela. A jak niedziela to nie obeszło się bez kościołów. Wyglądałam tego dnia dość elegancko, a nawet przemalowałam oczy tuszem (wakacje no make-up hello!) Zwiedzaliśmy wiele katedr, a pod każdą stado żebrzących babuszek. Od jednej z nich kupiłam wianek z dużych stokrotek. I tym sposobem byłam jeszcze bardziej odświętna niż na co dzień.

084-IMG_3165

Przepiękne wnętrze Katedry Sweti Cchoweli.

086-IMG_3211

Jedzenie nieodłącznym elementem wyprawy. W trakcie tego obiadu odbyłam z naszym gruzińskim kierowcą rozmowę życia. Ja mówiłam po angielsku, on do mnie po rosyjsku. Jego język ojczysty to gruziński, mój polski.

087-IMG_3273

Droga do Monastyru Dżwari.

089-IMG_3436

Widok w kierunku miasta z Soboru Trójcy Świętej. Ale gdzie? W stolicy!

W Tbilisi spędziliśmy jeden wieczór. Następnego dnia ku naszemu zadowoleniu, a wielkiemu rozczarowaniu kierowcy, z racji niepogody, również zostaliśmy na miejscu.

094-IMG_3596

097-IMG_3722

Wieczorny spacer i monumentalna Matka Gruzja.

090-IMG_3495

wybrane2

101-IMG_3882

wybrane3

107-IMG_4037

Tbilisi mimo miksu kulturowo- architektonicznego ma swoją tożsamość. Czuć, że to miasto z charakterem. Nie jest karykaturalną kopią czy też nieudaną próbą odwzorowania europejskich stolic.

109-IMG_4103

110-IMG_4172

O ile chaczapuri przejadło nam się trzeciego dnia pobytu w Gruzji, o tyle pieczywo i chinkali chyba nigdy nam się nie znudzi ;)

102-IMG_3887

073-IMG_2880

Wtorek. Zgodnie z planem ostatni dzień w samochodzie!

113-IMG_4244

Batumi na horyzoncie!

115-IMG_4277

Wyczekane wakacje :D

na bloga

Pierwsza kąpiel w Morzu Czarnym. Pierwszy zachód słońca na tej kamienistej plaży.

140-IMG_4876

139-IMG_4874

119-IMG_4423

Wzdłuż 7,5 km promenady biegnącej przy plaży wiele jest na prawdę dobrych rzeżb. Tutaj „Pierwsza miłość”.

125-IMG_4561

Park Cudów.

wybrane4

Wieża Gruzińskiego Alfabetu. Widok z dołu i z góry.

126-IMG_4615

Najpiękniejsze, najsubtelniejsze pokazanie miłości. Pomnik Ali i Nino. Figury obracają się względem siebie, by na kilka sekund zastygnąć w skradzionym pocałunku.

131-IMG_4665

133-IMG_4679

Po intensywnym plażowaniu kolejnego dnia nauczyłam się parzyć turecką kawę, którą wraz z mamą konsumowałam na balkonie.

136-IMG_4724

To był najlepszy obiad ever! Po nim stwierdzenie „czuć czaczę” nabrało innego znaczenia ;)

120-IMG_4438

Batumi to miasto delfinów, ze względu na tutejsze delfinarium. Nas też nie mogło tam zabraknąć.

138-IMG_4869

Wieczorna przejażdżka elektrycznym autkiem to najlepszy i najbardziej przypadkowy „gwóźdź” programu!

028-IMG_4902

Pociągiem opuściliśmy to cudowne miasto i ruszyliśmy w kierunku Kutaisi, skąd następnego dnia wróciliśmy do Polski.

026-IMG_4881

W normalnej rzeczywistości wykonujemy czynności „z automatu”. Wstajemy, myjemy zęby, jedziemy do pracy. Wracamy, wykonujemy obowiązki i kładziemy się spać.
Gdy podróżujemy, nasz mózg cały czas jest w stanie gotowości – uczymy się nowych nazw, usiłujemy zapamiętać legendy, podania, podstawowe słowa danego języka.
Poznajemy nowe zapachy, nazwy ulicy. Testujemy połączenia smaków  charakterystyczne dla danego regionu. Tworzymy siatkę miejsc i charakterystycznych punktów. Uświadamiamy sobie rzeczy, o których normalnie nigdy byśmy nie pomyśleli.

W kraju gdzie budynki wyglądają jak nie wykończone, koty nie wiedza co to, i jak smakuje mleko, a bydło jest równoprawnym uczestnikiem ruchu drogowego, zrozumiałam, że to były najlepsze wakacje pod słońcem. Najlepsze, bo byliśmy tam całą rodziną.

Poprzedni post
Następny post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.