• facebook
  • instagram

2019

Jak nieoficjalnie nazwę ten wpis i jakie zdjęcie będzie widnieć na stronie tytułowej, wiedziałam w dniu, gdy je wykonano.

Choć mieszkałam w nowym państwie, siły na zwiedzanie i oprowadzanie po mieście nie miałam. Pracowałam w najbogatszym kraju Europy, zarabiając najmniej jak się dało. Mieszkałam w jednej z najekskluzywniejszych dzielnic Zurychu, w małym pokoju z kratami w oknach. Ze wzajemnością zakochałam się w człowieku, który założył rodzinę, zanim mnie poznał.

Kontrasty.
Towarzyszyły mi w całym 2019 roku.

***

Część 1. Czego się nauczyłam? 2019 w pigułce.

Na początku roku mocno koncentrowałam się na pracy. Było to moje główne zajęcie, bo zmieniając jej tryb okazało się, że na więcej czasu nie starczy. Przejmowałam się obowiązkami, zadaniami oraz niepowodzeniami, które w moich oczach urastały do stopnia rangi państwowej. Od kwietnia praca straciła na znaczeniu, bo zaczęłam się z kimś spotykać. Chociaż czasu miałam tyle samo co poprzednio, nagle zaczęłam go inaczej gospodarować. Mając w perspektywie weekendy z partnerem moja motywacja do pracy wzrosła, a trudne obowiązki i i porażki nie były już tak bolesne jak poprzednio. Wniosek jest prosty – im więcej w życiu mamy relacji, hobby, zainteresowań, tym łatwiej pogodzić się z niepowodzeniami na jakimś polu, bo inne cały czas są w kondycji.

W drugim kwartale roku moi najlepsi znajomi kolejno mnie odwiedzali. Każdy gościł przez kilka dni. Pamiętam jak pierwszego z nich odprowadzałam na pociąg. Płakałam  wtedy mocno, nie mając w perspektywie lepszych chwil niż te, które bezpowrotnie minęły.
Przy pożegnaniu następnego przybysza to smutno mi było, że ten czas się skończył, jednak kilka godzin później witać miałam inną ważną dla mnie osobę. Jeszcze tego wieczoru piłam wino w restauracji przy operze z widokiem na piękny plac. Nie było mi tak żal minionego czasu. Dlaczego? Bo na horyzoncie widziałam rzeczy, które były równie kuszące. I tak trzeba żyć. Żeby zawsze mieć w perspektywie coś, co nas cieszy i coś na co się czeka.

Ten rok też nauczył mnie, jak ważny jest termin realizacji zadania. I nieistotne czy to małego, czy dużego. Może to być oddanie projektu, może to być koniec miesiąca, a nawet codzienny deadline, jakim jest położenie się do łóżka. Robimy podsumowanie, planujemy kolejne dni. Gdyby jakakolwiek rzecz trwała nieustannie i bez ściśle określonego zakończenia w przyszłości nie cieszyłaby w takim stopniu, a też można by było się w niej mocno zatracić. A tak: wakacje – koniec, czas do codzienności. I dobrze. Bo i wakacje wtedy cieszą, a dzięki wakacjom praca nie ciąży.

Część 2. Osiągnięcia i lekcje.

Rozpoczęłam pracę w nowym kraju, w nowym biurze i języku, z nowymi ludźmi.
Wzięłam udział w kilku rozmowach rekrutacyjnych w Szwajcarii. Pierwszy raz negocjowałam stawkę za wynagrodzenie.
Założyłam konto w szwajcarskim banku. Zrozumiałam jak ważny jest sen, odpoczynek i zdrowie.

Gdy na moje 27 urodziny uświadomiłam sobie, że wszystkie koleżanki zaproszone na moje 25 urodzinowe „girls party” są po ślubie, miałam głębokie poczucie, że jakaś strefa życia mi zwyczajnie nie wyszła.
Jak to mówią: „nigdy nie jest idealnie”. No i niestety mają rację.

To był najtrudniejszy rok i cieszę się, że już się kończy. Nauczyłam się, co to znaczy być samodzielnym. Dorosłym. Jak to jest długo i ciężko pracować. Pod presją czasu oczywiście. I jak to jest nie wiedzieć, gdzie się będzie za pół roku.

Część 3. Miejsca.

Dużo w tym roku poznałam tych nowych. Od samego zamieszkania w Zurichu po zagraniczne wyprawy. Ale o takie w Szwajcarii nie tudno, wszak graniczy z czterema państwami. Gdzieś we francuskim miasteczku nocowałam w domku na drzewie. Byłam w zamku w środkowych niemczech. Kilka razy spacerowałam po Bazylei i ślicznej Luzernie. Miło wspominam wyprawę do Mediolanu (klik), albo tydzień w Czarnogórze (klik). Miastem tego roku zostanie dla mnie Monachium (klik) ale dużym sentymentem dażę Andermatt. W tej szwajcarskiej wiosce niwelowałam poziom stresu żeby naładować baterie na tygodniowe obowiązki.

Część 4. 12 miesięcy w fotografiach

01-01

Styczeń. Oswajam nowy dom. Jest zimno. I pada. I nie ma nikogo tutaj kogo znam. Zaczynam nową pracę. W nowym miejscu i języku. Z nowymi przepisami. Jest ciężko, a czas płynie wolno ale jeszcze nie załamuje się. Daję sobie czas na adaptację. Odkrywam nowości.

02-02

Luty. Czas naprawdę leci wolno. Dużo się dzieje. A to rozmowa ze znajomymi z drugiego końca świata (pozdrawiam https://takeyourway.pl/ ), a to kolacja, która poniesie za sobą długofalowe skutki. Walentynki i lunch u Sary. Mimo wszystko, jestem zmęczona. Coraz bardziej zniechęcona. Czekam na jakiś koniec tylko sama nie wiem jaki. Jedynym celem jest przetrwać.

03-03

Marzec. Generalnie to jest najgorzej. Co prawda wychodzę ze znajomymi na miasto. Jadę na pierwszą zagraniczną od dłuższego czasu wyprawę. Jestem też głęboko załamana. Praca przekracza moje możliwości. Nie śpię po nocach. Z chęcią bym chciała ten kontrakt skończyć ale na kontynuacje życia też nie mam pomysłu. Tak bardzo marzy mi się odpocząć.

04-04

Kwiecień. Nastało ciepło. Odwiedzają mnie przyjaciele. W każdy weekend kwietnia kogoś goszczę, na sam koniec ja wyjeżdżam. Pierwszy przybysz, jak nikt, uświadomił mi, że potrzebuje odpocząć. Kolejny natomiast faszerował mnie witaminą D i niewymagającymi umysłowo czasopismami. Święta spędziłam na obczyźnie, ale z bliską mi osobą, która dała mi inspirację do życia i działania dalej. Robiło się lepiej.

05-05

Maj. Gdy już myślałam, że w końcu szczęście się do mnie uśmiecha… musiałam mierzyć się z faktami, z którymi nigdy mi by do głowy nie przyszło się mierzyć. Znowu nastała zima i w sercu, i pogoda też zaczęła szfankować. Padał czasem śnieg. Nosiliśmy zimowe ubrania czekając na lato.

 

06-06

Czerwiec. Weekendy spędzałam w górach gdzie odpoczywałam. Skupiałam się bardziej na rzeczach prywatnych. Praca zeszła na drugi plan, co miało chyba pozytywne skutki. Czerwiec stał się nawet uśmiechnięty.

07-07

A w lipcu bardzo dobrze się bawiłam. Miałam dużo znajomych w Zurichu. Odwiedził mnie mój brat. Przygotowywałam się do długiego pobytu w Polsce. Świętowałam imieniny. W Monachium poznałam super ludzi.

08-08

Sierpień. Długi weekend w górach. Spotkanie z Benem w Polsce. Weselna zabawa. Dwa dni we Wrocławiu. Spotkanie ze znajomymi z byłego biura. Dobre jedzenie, kwiaty. Starzy znajomi i nowe małe życie na tym wielkim świecie (z pozdrowieniami dla jego rodziców;))

09-09

Wrzesień. Francja. Niemcy. Polska. Fajny czas. Najlepszy miesiąc. Każdy miesiąc wyjazdowy i każdy bardzo dobrze wykorzystany. Dużo motywacji do pracy przez perspektywę fajnych wyjazdów, fajnych spotkań, miłych ludzi. Żyć. Żyć nie umierać!

10-10

Październik. Było różnie. Bardzo intenstywnie. Zaczęłam naukę niemieckiego, w trybie codziennym. Wychodząc z domu o 7:00, wracałam o 21:00. Weekendy w Zurichu. A to jedząc kasztany, a to leżąc nad jeziorem. Rozmowy kwalifikacyjne. Impreza Halloweenowa z szefem. Gra w loterii z najdzieją na franki. Czasem szfanki i płacz. Ale generalnie pozywtywnie.

11-11

Listopad. We Francji jadłam makaroniki! Jesień i zima. Festiwal filmowy i dużo wina. W tygodniu kontynuowałam kurs więc czasu ciagle brak. W pracy deadline zakończony sukcesem – pierwszy raz poprowadzilam koncepcję dużego projektu! Fajne kolacje i…. Sopot!

12-12

Grudzień. Mikołajki. Urodziny. Christmas dinner. Pożegnania. Świąteczny Zurich i piękna Bazylea. Jest na prawdę dobrze. Udzieliłam wywiadu dla Concretnie na Budowie Spędzam czas z rodziną. Spotykam się z dawnymi znajomymi. Odpoczywam.

 

Część 5. Ulubieńcy.

Nie będę oszukiwać: mało czytałam, niewiele filmów oglądałam. Ulubionej książki zatem nie wybiorę. Film polecę: „Pomiędzy słowami”. Polski chłopak w niemieckim otoczeniu. Ostatecznie nie wiedział, kim jest, do jakiego państwa należy.

Utwór na słuchawkach to między innymi Jarryd James ze swoim „Do you remember” ale nie zapomnę też „Na pół” Bitaminy i „Dwóch ogni” Fisza Emade.

Najlepszy motywator: Jordan Peterson. Blog: https://markmanson.net/.
Podcast Coffee break German, a czasopismo to Twój styl.

Wystawy ulubionej brak, ale cieszy mnie fakt, że widziałam Moneta w Zuriskim Kunsthausie.

Nadzieje na 2020.

Nadzieja matką głupich podobno. Ja jednak łudzę się, że 2020 da mi mniej „prezentów od losu”. Skupię się na moim partnerze, nauce języka i wrócę do sportu. Co jak co – życie zawodowe to tylko część życia.

***

Chciałam bardzo podziękować Marcinowi, Karinie, Natalii, Benowi, moim braciom i rodzicom. Marzenie takie mam, że kolejny rok też ze mną przetrwacie.

Poprzedni post
Następny post

One comment on “2019”

  1. Angelika pisze:

    Początki są zawsze ciężkie ;) Pozdrowienia od Polki z 9-letnim doświadczeniem :D

Pozostaw odpowiedź Angelika Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.